Wielkich myśli nie można nigdy wypowiedzieć z dostateczną prostotą, bo poezja nie polega na błyskotkach, ale małe myśli wymagają stroju. Ptakom dała natura pstre pióra; stwarzając lwa, poprzestała na skromnej sierści.

Geniusz poezji porywa człowieka za czuprynę, jak anioł Habakuka20, obraca go ku wschodowi i powiada: — maluj, co widzisz. — Ten spełnia rozkaz, drżąc ze strachu, tymczasem przychodzą jego kochani bracia i rozpalają mu ogień pod stopami.

Jak wszelka krystalizacja zależy od pewnych warunków fizykalnych, tak każde zindywidualizowanie się ludzkiej istoty zawisło od właściwości współczesnej epoki. Wyobrazić względną konieczność tych modyfikacji natury ludzkiej — oto, czym zadanie poezji różni się od zadania historii, i tu może ona dokonać czynów najwyższych, jeżeli jej się uda czysty obraz. Ale wykluczyć przypadkowość z tego zadania i nadto jeszcze uniknąć subiektywnej dowolności jest tak trudno, że mamy zaledwie zaczątki poematów, o jakich tu marzę.

Muszę się strzec, bym nie popadł w swoich dramatach w błąd, którego prawie uniknąć nie mogę, jeżeli będę dalej swoje idee przeprowadzał tak konsekwentnie jak dotąd. Pewny jestem, że w głównej rzeczy się nie mylę, że każdy dramat musi mieć trwały, niewzruszalny fundament. Czy jednak przeto musi go mieć każdy charakter i każda rodząca się w nim namiętność? Mimo to nie mogę się bez wstrętu zdobyć na obracanie się w sferze pospolitych, względnych stosunków.

1847

Dlaczego ubogi stawszy się bogatym ma jeszcze zawsze tyle respektu dla pieniądza, że rzadko odważa się szafować nim, chyba że jest człowiekiem wybitnym? Bo jest to taki stosunek, jak gdyby nagle niewolnik miał rozkazywać panu, któremu wiele lat służył; zachowywałby się wtedy niezgrabnie.

Wszechświatem otaczać się jak płaszczem i zawijać się w nim tak, aby równomiernie ogrzewały nas rzeczy najdalsze i najbliższe: to znaczy tworzyć artystycznie, w ogóle formować. Poczucie tej myśli przyszło mi dziś, gdy po cichu recytowałem sobie na ulicy swój utwór: Ofiara wiosny.

Ci, którzy żądają od poety tragicznego, aby nie tylko ideę moralną, lecz i bohatera uratował od zagłady, żądają właściwie czegoś tak bezsensownego, jak gdyby wymagali od lekarza, żeby nie tylko uwolnił organizm od choroby, ale także miał wzgląd i na chorobę, jako na indywidualną modyfikację ogólnego procesu życia, i utrzymał ją przy życiu.

Skąd to pochodzi, że w drugiej połowie życia ma się więcej pociągu do natury — tak na przykład jest ze mną — w pierwszej więcej do sztuki? Prawdopodobnie stąd, że przez skoncentrowanie obrazu świata nabyło się zdolność pojmowania go w całej jego rozciągłości.

Czy może być w ogóle mowa o dziejach rodu ludzkiego? W tym sensie, żeby mówić o realizowaniu idei, o postępach ducha świata w uświadamianiu się poprzez zdarzenia ziemskie w wypadkach i charakterach, a nie wciągać sprawy nieskończenie wielkiej w zbyt bezpośredni i ścisły stosunek do spraw nieskończenie małych? A może ten matematyczny stosunek, według którego ziemia w porównaniu do wszechświata maleje do rozmiarów ziarnka piasku, powtarza się we wszystkich kategoriach i może musimy się zadowolić stwierdzeniem, że wszystko, cokolwiek u nas się dzieje i objawia, zawsze jest zgodne z zasadą świata? I nie mamy nawet prawa powiedzieć tego, co byśmy chętnie powiedzieli, aby siebie trochę w górę wyśrubować: że ta zasada staje się w nas czynna w jakiś sposób, który wchodzi w grę przy poglądzie na całość? Wiem bardzo dobrze, że tego rodzaju wyobrażenia i myśli nie są dla codziennego użytku, lecz sądzę, że należą one do apteki ducha, że chociaż nas nie karmią jako potrawy, lecz za to w krytycznych chwilach jako heroiczne środki lekarskie mogą znowu zdrowie przywrócić, zwłaszcza gdy się je sobie popsuło przez herderowsko-heglowskie konstrukcje tak zwanego procesu dziejowego.