Idę i zaszłam na górę wysoką.
Zawrot mnie ima19, dumą pała oko,
Gdy na wyżynach tych stoję, bo zważ:
Słońce mi sąsiad i patrzę mu w twarz.
Wtem się otwiera pod stopy20 mojemi
Czarna i dymna a głęboka przepaść!
Wstecz iść nie mogę ni dostać na ziemi,
Więc się mocuję, ażeby w nią nie paść.
„Boże!” — zawołam w strachu, co mnie gnębi,
„Tu jestem!” — mile ozwało się w głębi.