To znów, że życie właśnie się poczyna.

Stanęłam w domu, wyście pożegnali

Mnie, pozostałam. Lecz posłuchaj daléj.

Przybył Manasses. Ja zadrżałam cała.

Matka dziwactwa jakieś wyprawiała,

Szepnęła swoje nam błogosławieństwo

I wreszcie znikła; a z nią moje męstwo:

Widok mężczyzny drętwił we mnie siły.

Noc była i trzy światła się paliły.

Chciał jedno zgasić. Mówię: „niech się pali!”