Muszę tutaj, nie swoją wolą prowadzona,
Wam na zgubę i sobie nie na radość, muszę
Być jak widmem postrachu; zatwardzić mą duszę,
Brodzić we krwi i w końcu nie ujść śmierci grotu,
Bo nie błyśnie i dla mnie miły dzień powrotu
Do mej strzechy rodzinnej! Wiele jeszcze, wiele
Wdów na mnie płakać będzie, wielu z was uścielę
Łoże w zimnej mogile; lecz i mnie dosięże
Dłoń mego przeznaczenia! Bierz więc swe oręże,
Broń się, walcz! Nie unikniesz, co ci Bóg przeznacza,