Wraz mnie ujęły podwójne potoki
I bystrym pędem, wylękłego strachem,
Kręciły w koło potężnym zamachem.
Tu Bóg, któremu me usta zdrętwiałe
W tej strasznej trwodze zasyłały śluby,
Wskazał mi z głębi w bok sterczącą skałę,
Jąłem11 się chyżo12 i uszedłem zguby.
Tu się i puchar zaplątał w koralach
I tak w bezdennych nie zaginął falach.
Bo jeszcze bardzo głębokie przestrzenie