Z czarnej zatoki straszny wał wybucha.
I wre, i kipi, i huczy, i pryska
Właśnie jak woda, gdy się z ogniem zetrze,
Aż pod obłoki szumną pianą ciska,
Dmą się bez końca bałwany w powietrze,
Niewyczerpany miecie wał przestworze,
Jak gdyby z morza miało powstać morze.
Wszelako wściekłość skromić się poczyna,
A z białej piany, razem, niespodzianie,
Rozziewa paszczę czarna rozpadlina