Nie znając miary w zachwyceniu swojem,
Przylega chyżo, krzepi siły zdrojem.
Słońce ciekawie strzela w liść zielony
I na złotawe trawnika dywany
Ciska cieniowe drzew szczytnych bałwany,
Aż dwaj podróżni w te się jawią strony.
On chce ich minąć z wiatrem na przegony.
Słyszy, jak mówią, będąc już w pobliżu:
„Teraz go właśnie wieszają na krzyżu”.
A on w skok bieży tą wieścią przeszyty,