Pędzi go trwoga, zgryzota bez końca;

Wtem od promieni zachodniego słońca

Błyszczą się z dala Syrakuzy szczyty,

A tu Filostrat, sługa pracowity,

Wierny stróż domu, w drodze go spotyka,

Poznaje pana i z trwogą wykrzyka:

„Uchodź, nieszczęsny, ratuj własne życie,

Dla przyjaciela późna twa obrona!

Oto w tej chwili na krzyżu już kona.

Aż do ostatka wytrwał należycie,