Chwiejące pod nim łamią się kolana:

„O ty, coś pomógł bystrą przebyć rzekę,

Coś mnie od zbójców w swoją wziął opiekę,

Chceszże, bym tutaj me oczy zawierał9,

A mój przyjaciel na krzyżu umierał?”

Aż tu coś szemrze, niby srebrem łyska,

Właśnie jak strumień, kiedy mknie poskokiem.

On wstaje, słucha, chciwym rzuca okiem,

Widzi, jak szybko i tuż przy nim z bliska

Świegotnie gwarząc żywe źródło tryska;