Broniąc mu zewsząd dalszą bieżeć drogą.

„Puśćcie mnie! — krzyknie i bez duszy stanie. —

Na cóż to życie wam się przydać może,

Które sam dzisiaj u nóg króla złożę?

Nad przyjacielem miejcie zmiłowanie!”

Wtem rwie maczugę zbójcy niespodzianie

I uderzając potężnym zamachem,

Trzech kładzie, reszta ucieka ze strachem.

Lecz skwarne słońce straszną sieje spiekę,

Wątli mu siły nuża8 niesłychana,