On na ten widok, rozpaczą przejęty,

Rzuca się dziko w bezdenne odmęty,

Silnym ramieniem porze wartkie wody,

A bóg łaskawy wiedzie go bez szkody.

Dopływa brzegu i bez straty czasu

Bogu dziękując, krok żywo7 podwaja;

A wtem do niego skryta zbójców zgraja

Z ciemnego nagle wyskakuje lasu

I łaknąc łupu wznosi, śród hałasu,

Okropny topór i maczugę srogą,