U podnóżka owej góry,

Gdzie w czarnych świerków gęstwinie

Bielą się klasztorne mury.

Tam czy wieczór, czy poranek,

Ciągle patrząc na mur święty,

Siedział samotny kochanek

Cichą nadzieją zajęty.

Tak wieczory i poranki,

Tak przesiadywał dzień cały,

Patrzył się w okna kochanki,