Nic zgoła, nic — puśćcie mnie...
MARKIZ
zatrzymuje Eboli gwałtownie — z rosnącą surowością
Coś się dowiedziała?
Mów, bo stąd już nie ujdziesz — a coś usłyszała,
Nie powtórzysz nikomu więcej na tym świecie!
EBOLI
patrząc z przerażeniem na oblicze Markiza
Wielki Boże! Czym przez to pogrozić mi chcecie?
Przecież, sądzę, nie mordem?