MARKIZ

dobywając sztyletu

Ja krótko się sprawię!

Tak właśnie! Ciebie żywą tutaj nie zostawię!

EBOLI

Mnie? Mnie? Wieczna litości! Cóżem zawiniła?

MARKIZ

z podniesionym wzrokiem ku niebu — ze sztyletem przyłożonym do piersi Księżniczki

Jeszcze czas — jeszcze z ust tych jadu nie puściła

Trucizna. Gdy te piersi zmiażdżę jednym ciosem,