Głupcy mówią: na wieki...

Carlos opuszcza rękę Markiza, patrząc z osłupieniem bez słowa.

Bądź mężem! Jam całą

Wiarę w tobie położył. Mnie tak zależało

Na tym, aby osłodzić twą przyjaźnią bratnią

Tę chwilę, co tak strasznie mienię być ostatnią,

Tak jest — mamże ci wyznać, Karolu, ja na to

Cieszyłem się. Chodź!... siądźmy... bo siły utratą

Czuję się jak z nóg ścięty.

zbliża się do Carlosa, który ciągle jeszcze trwa w martwym osłupieniu; powstaje i pozwala bezwiednie sobą kierować