LUDWIK

Boże! kto tu przemówił? Obraca się, widzi Wurma i przestraszona cofa się. Okropnie, okropnie! Bolesnemu przeczuciu juz nienajszczęśliswsze wypełnienie zachodzi. Do sekretarza z pogardą Czy tu pan szukasz prezydenta — już odszedł.

WURM

Szukam pannę Ludwikę.

LUDWIK

Dziwi mnie, w takim razie, że się na rynek nie udasz?

WURM

Dlaczego tam?

LUDWIKA

Narzeczoną twoją z rusztowania sprowadzić.