sama
Czas niejaki bez ruchu i niema — po chwili wstaje z krzesła i ze strachem ogląda się w koło.
Gdzie moi rodzice? Ojciec obiecał za kilka minut powrócić — a już pięć godzin strasznych minęło. Jeżeli jaki wypadek — jakże mi ciężko oddychać.
Wurm wchodzi i niepostrzeżony staje w głębi pokoju.
O! To nic prawdziwego — to tylko straszna mara krwi rozognionej. Skoro raz dusza okropnością się napoiła, to oko w każdym kącie widmo postrzeże.
SCENA VI
Ludwika i Wurm.
WURM
zbliżając się
Dobry wieczór, panno Ludwiko!