Szybko przebiega pokój, potem znowu staje zadumany.

Mnie tak znała do głębi duszy — każdemu śmiałemu czuciu, każdemu cichemu, bojaźliwemu drżeniu, każdej ognistej namiętności umiała odpowiedzieć — wiedziała, jak objąć duszę moją za najdelikatniejszą nieopisaność przelatującego głosu. W każdej łzie policzyła myśli moje — ze mną biegła na każdy stromy szczyt namiętności, spotkała przed zawrotną drogą przepaści. — I wszystko to przelotnym było tylko kaprysem? — Kaprysem? — O, jeżeli kłamstwo takie prawdziwe przybierać może kolory, jakim sposobem szatan jeszcze do nieba się nie wkłamał?

Z jakim złudzeniem pociągającym zbladła ta fałszywa, gdym jej niebezpieczeństwa naszej miłości odkrywał! Z jaką godnością zwyciężającą odparła szyderstwo ojca mojego — a w tej chwili jednakże już się czuła występną. — Co? Niewytrzymałaż ognistej nawet próby prawdy — gdy w niemoc upadła zwodzicielka. Jaką mową dasz się teraz usłyszeć, uczucie niekłamane, kiedy nierządnice tak doskonale omdlewać umieją? Jakim sposobem usprawiedliwiać się będziesz, niewinności, kiedy rozpustna kobieta wpada w omdlenie?

Wie ona, co ze mnie zrobiła. — Och! Tak — przejrzała całą duszę moją. Moje serce w zarumienieniu się przy pierwszym pocałunku wystąpiło do oczu — a ona nic nie uczuła? Była może dumna tryumfem sztuki swojej. Gdy mój szał szczęśliwy rozumiał całe niebo do jej duszy sprowadzać — gdy moje najdziksze namiętności zmilkły — kiedy przed umysłem moim innej myśli nie było — tylko wieczność i dziewica! Wtenczas Boże! ona nic nie czuła? Nic nie czuła, tylko zamiar doprowadzony do skutku, tylko pochlebstwem zajęte wdzięki swoje? Zemsto śmiertelna — czuła tylko, że jestem oszukany?

SCENA III

Ferdynand i Kalb.

KALB

Oświadczyłeś chęć twoją, mój drogi!

FERDYNAND

na stronie