żywo poruszona na sofę się rzuca
Rzecz nie do pojęcia! Nie, dziewczyno! Tę wielkość duszy na świat nie przyniosłaś — dla twego ojca jest ona za młodą — nie kłam, ja w twojej mowie słyszę innego nauczyciela.
LUDWIKA
Dziwi mnie, Milady, że tej chwili dopiero o nauczycielu wspominasz, a jednak przedtem uczyć mnie chciałaś.
LADY
wstając prędko
To nie do wytrzymania — a więc gdy ci się wymknąć niepodobna — wyznam, że go znam, że wiem o wszystkim, że wiem więcej, niżelibym wiedzieć chciała. Zatrzymuje się — potem z żywością, która w końcu do wściekłości przechodzi. Ale waż się tylko, nieszczęśliwa, waż się go kochać albo być kochaną. Co mówię? Chciej tylko myśleć o nim albo być jedną z myśli jego — ja mam potęgę, nieszczęśliwa! — straszną potęgę — jak Bóg żywy na niebie! — zgubioną będziesz.
LUDWIKA
Zgubioną będę bez ratunku, Milady, jeżeli go zmusisz, żeby cię kochał.