LADY
Zarzut nierozsądny! Największy rozpustnik nie odważy się coś hańbiącego nam przypisywać, jeżeli same z zachętą nie wystąpimy. Pokaż się, kim jesteś. Nadaj sobie godność i przystojność, a ja zaręczam, że twoja miłość uniknie wszelkiej pokusy.
LUDWIKA
Daruj mi łaskawa pani, że śmiem o tym wątpić. Pałace kobiet niektórych są miejscem ulubionym najzuchwalszej rozpusty. Któż córce biednego muzykanta zawierzy moc duszy, uniknienia choroby wśród zarazy powszechnej? Kto przypuści, że Lady Milford swojemu sumieniu wiecznego trzyma robaka? Że złoto wydaje na to tylko, żeby się każdej chwili rumienić. Daruj mojej otwartości, łaskawa pani! ale spieszącej na uciechy, mój widok nie rozweseli ciebie. Powracającej nieznośnym będzie. O lepiej, lepiej, żeby nas strefy nieba rozdzielały, żeby morza płynęły pomiędzy nami. Zważ tylko na przyszłość, Milady! Gdy przyjdzie godzina rozwagi, gdy chwile wycieńczenia uderzą i węże żalu napadną piersi twoje, z jakąż męczarnią czytać będziesz na twarzy twojej służebnej tę spokojność wesołą, którą niewinność nagradzać zwykła serce nieskażone. Cofając się. Jeszcze raz, łaskawa pani, proszę o przebaczenie!
LADY
w mocnym poruszeniu
Nieznośnie, że mi to mówi — nieznośniej, że prawdę mówi. Zbliża się do Ludwiki i oko w oko jej patrząc. Dziewczyno! Ty mnie nie oszukasz! W tych zasadach kryje się interes osobisty — on ci służbę moją nienawistną czyni, on twoją mowę zapalił — ja go odkryję.
LUDWIKA
Choćbyś go odkryła, Milady! Choćbyś pogardliwie trącając nogą obudziła obrażonego robaka, któremu stwórca dał żądło przeciwko zniewagom — ja się twojej zemsty nie lękam, Milady! Biedna grzesznica na katowskim krześle tortur śmieje się ze świata zniszczenia. Moja nędza tak wysoko doszła, że ją mowa moja śmiała i otwarta powiększyć nie zdoła. Chcesz mnie, pani, z prochu mojego pochodzenia wydobyć? — zapytam cię naprzód, co ci dało powód brać mnie za ograniczoną istotę, która się wstydzi swego urodzenia? Co cię uprawnia do narzucania się za stwórcę szczęścia mojego, nie wiedząc, czy ja zechcę to szczęście z twoich rąk przyjąć? Prawo moje do uciech tego świata rozdarłam: szczęściu jego skwapliwość przebaczyłam — dlaczegóż mi stratę moją przypominasz? Gdy Bóstwo nawet przed okiem stworzenia zakrywa promienie swoje, żeby jego najwyższy archanioł własnej się ciemności nie przeląkł — dlaczego ludzie tylko tak są okrutnie litościwi? Skąd pochodzi, Milady, że twoje wsławione szczęście żebrze w nędzy zazdrości i podziwienia? — Czy ci rozpacz potrzebna do zaspokojenia kaprysów szczęśliwości? O, daj mi raczej ślepotę, jedyne dobro, które mnie z barbarzyńskim losem pogodzić może. Drobny owadzik raduje się życiem, w jednej wody kropelce — rzewny i szczęśliwy, dopóki mu o wielkim morzu nie opowiedzą, gdzie okręta wieją żaglami, igrają wieloryby. Ale ty mnie szczęśliwą chcesz widzieć? Po chwili przystępując do Milford. Jesteś ty szczęśliwą, Milady? Lady oddala się od niej co prędzej — Ludwika idzie za nią i na jej łono ręką wskazując. Powiedz, czy to serce nosi śmiejącą się postać twojego stanu? — I gdybyśmy dzisiaj łono za łono, los za los zamieniać mieli — gdybym ja w dziecinnej niewinności, ufna twojemu sumieniu, jak matkę pytała — czyżbyś mi radziła, Milady, zamianę uskutecznić.