Jak to, panie? — ta cała potężna kiesa? Co myślisz, baronie?
FERDYNAND
O moim długu. Rzuca worek na stół, tak że sztuki złota wylatują. Przecież go całe życie zatrzymać nie mogę.
MILLER
Co to jest? Na Boga, to nie srebra dźwięk. Zbliża się do stołu. Na wszystkich świętych, baronie! Co się tobie stało? Co robisz? Może roztargnienie. — Oto leży — albo chyba czary! Dalibóg, to gotowe, żółte i wcielone złoto. Nie, szatanie! W sidła mnie nie złowisz!
FERDYNAND
Czyś ze starej, czy z nowej pociągnął butelki?
MILLER
Grzmoty i pioruny — patrzajże, majorze! Złoto!