MILLER

ciągle w pieniądze mając wzrok wlepiony

Niech więc będą moje — boli mnie tylko, że ty, panie, odjeżdżasz. Poczekaj, jak ja to teraz występować będę, jak pyski nadmę — nakłada kapelusz i pompatycznie przechadza się. Na wielkim placu naprzód na skrzypcach przegrywam, numer piąty drei-kenigu75 palę — a niech mnie diabeł porwie, jeżeli kiedy na trzygroszowym targowisku usiędę.

Chce odchodzić.

FERDYNAND

Zostań tu, milcz i schowaj pieniądze. Ten wieczór tylko nie odzywaj się — dla mojej przyjemności zaniechaj na zawsze godzin twojej muzyki.

MILLER

z większym jeszcze zapałem trzymając go za kamizelkę

Panie! A moja córka? — Pieniądze człowieka bogatym nie robią — nie — ja kartofle pożywałem albo dziką ptaszynę, aby być sytym, ten surdut zawsze dobry, byle słoneczko pana Boga przez łokcie nie wejrzało — dla mnie to terefere. Ale dziewczyna musi mieć wszystkiego pod dostatkiem; z oczu jej wyczytam — natychmiast dostarczę.

FERDYNAND