MILLER
skacząc w górę
Moje więc, z Boga wolą i pozwoleniem do mnie należy, Idąc do drzwi i krzycząc. Żono, córko — chodźcie tu — Wiktoria. — Ale Boże dobry, jakże ja przyszedłem do tego bogactwa, jak ja zasłużyłem, jak się wypłacę — he?
FERDYNAND
Nie lekcjami muzyki, Millerze! Pieniędzmi tymi płacę ci — przerażony urywa płacę ci — po chwili z boleścią trzymiesięczny sen o córce twojej.
MILLER
porywając go za rękę
Łaskawy panie! — gdybyś ty biednym, nędznym był mieszczaninem — a moja dziewka kochać cię nie chciała — przebiłbym ją — ale patrząc na pieniądze ja mam teraz wszystko, a tobie nic nie zostaje i z tym cała moja radość znika. — Co?
FERDYNAND
Niech cię to nie obchodzi, przyjacielu — ja odjeżdżam do kraju, gdzie ta moneta nie kursuje.