Szeleszcząc jodły po wierzchołkach bodzie;
Słońce przechyla głowę na zachodzie;
Leniwym krokiem bieży czas powolny —
I mnie przejmuje straszliwe wzruszenie
Bezfarbne nawet przeraża milczenie.
W całej przestrzeni wzrok nic nie obaczy —
Ach! 0n mnie samą zostawił w rozpaczy.
W bliskości słyszę jakby szczęk oręża,
Miasto szumiące mieszkańców natłokiem;
Tam dalej wielkie morze się wytęża