I w brzegi bije fali swoich skokiem.
W sercu mym burza strachów się rozlewa —
Wirem rzucona jako listek drzewa
Gubię się drobna w niezmiernej przestrzeni.
Czemu z klasztorną rozstałam się chatą? —
Tam niestęskniona w objęciach swobody,
Miałam pierś cichą jak łąk jasne wody.
W życzenia próżną, lecz w radość bogatą,
Teraz na fale żywota porwana
Biegnę w olbrzymim uściśnieniu świata.