ze śmiechem dając mu jednego
A więc jak biedni skazani?...
MURZYN
Na rusztowaniu, gdy im przebaczenie głoszą. Oni do ciebie duszą i ciałem należą.
FIESKO
To mnie cieszy! Podburzą lud genueński.
MURZYN
Co to była za scena! Niech mnie diabli porwą! Niewiele brakowało, żebym w wielkich cnotach zasmakował. Jak szaleni rzucili mi się na szyję. Dziewczęta zakochały się w czarnym kolorze ojca mego i sadzę z mojej twarzy zlizywały. Pomyślałem sobie — co to za wszechmocne to złoto; Murzynów nawet pobielić może.
FIESKO
Twoja myśl była lepsza jak błoto, z którego wyszła. — Przyniesione słowa twoje są dobre. Czy można się po nich czynu spodziewać?