FRANCISZEK
Patrząc za nim obłąkanem okiem, po chwili.
Do piekła, chciałeś powiedzieć. — W samej rzeczy, coś podobnego czuję... W obłąkaniu. Czy to wasze głośne poświsty? Czy syczycie, gadziny przepaści? — Cisną się na górę — oblegają drzwi. — Czego mam się lękać tego końca ostrego? Drzwi pękają — wyłamane — nie ma sposobu. — A więc ty ulituj się nade mną!
Zrywa złoty sznur od kapelusza i dusi się.
Szwajcer z oddziałem.
SZWAJCER
Łajdaku zbójecki, gdzieś się podział? Widzieliście, jak uciekali? tak mało ma przyjaciół? Gdzie się ta żmija zaczołgała?
GRIM
Potykając się o trupa.
Stójcie — coś leży na drodze — poświećcie!