— Faites voir!...
Rena pierwszym odruchem chciała zarzucić tkaninę sukni, lecz nie uczyniła tego ze względu właśnie na Halskiego.
Redaktor jednak zaopiniował:
— Pończochy są zanadto zazdrosne. — Mają za ścisłe oczka. Kryją la chair devine et rose.
Rena odparła głosem monotonnym, nie ruszając się z miejsca:
— Ciało kobiety nie powinno być nigdy różowe... Ciało różowe jest mal porté.
Postanowiła być brutalnie drażniącą w słowach. Pogardzała sobą.
— Jakież powinno być — jakie? — nalegał redaktor.
Chciała mówić dalej — ujawnić tajemnicę swego ciała, o barwie kości słoniowej i chłodzie marmuru — lecz coś w niej zbuntowało się. Przyzwała do pomocy Alego, który wciąż klęczał przy niej na dywanie.
— Jakie powinno być ciało kobiety? — Mów, mały!...