— Wszystko, albo nic! To moja dewiza.
Zdawało się jej, że chce zrobić jakąś do niej aluzję, więc żywo rzuciła z całą wspaniałością, na jaką się zdobyć mogła:
— Wszystko — tylko nie... to! Moja dewiza.
Czarujący uśmiech rozjaśnił jego usta.
— Szkoda!
— Wierzę! — szydziła.
Lecz on, ukłoniwszy się jej dwornie, wyrzekł:
— Dla pani...
I — znikł za portjerą.
A ona uczuła wrażenie, że nie warto ani uśmiechać się, ani być piękną... że nie warto wogóle patrzeć, mówić, poruszać się, nieść grację i wdzięk rozsiewać dokoła.