Mówił dalej.

— Dlaczego marnujesz chwile życia? — Dlaczego nie chcesz doznać wrażeń, które pędzą dookoła nas, powołane koniecznością, musem. — Wszak dana ci została od natury piękność i żar twego ciała. Reszta — to świecidła, nabyte i sztuczne. Gdyby nam były konieczne, rodziłabyś się z niemi, jak rodziłaś się z pożądaniem i urokiem twego ciała, twych włosów płomiennych... Reno! Reno!... Nie odwracaj głowy! Płomienie w tobie grają! — Drżysz cała? — Czujesz rozkosz? Czujesz?

Cicho — jakby powiew wiatru — odrzekła:

— Czuję.

Lecz nic w tem nie drgało — nic.

— Bądź moją! — szeptał, garnąc się znów do jej piersi.

— Pragnę tego i ja!... — odparła.

Rzucił się na nią...

— Otwarcie, szczerze, bez zastrzeżeń...

Wyprężyła się nagle i pchnęła go jednym rzutem rąk.