— Och! Triumf byłby tu nie w miejscu. Pan nie byłeś na serjo wzięty.

— Głupio, ale byłem!

— Cieszy mnie to. Za to ja nie byłam.

Pożałował swej koncesji.

— Śmiem wątpić.

Nagle uczuł się jakby znudzony tą całą przygodą. Wydało mu się, że depczą po jakiejś piaszczystej pustyni, z której niema wyjścia.

— Zresztą ma pani rację drwić ze mnie — wyrzekł szybko — gram w tej chwili śmieszną rolę. Stoję wobec zagadki — wobec kobiety, negującej cel, do którego stworzoną została...

— Czy być uwodzoną przez was jest celem naszego życia? — przerwała mu gwałtownie.

I jego ogarnął gniew.

— Tak! — krzyknął prawie — tak! To wasz cel i do tego jesteście przeznaczone na świecie. Skoro usuwacie się od waszej służby miłosnej, wytwarzacie sytuacje chorobliwe, nienaturalne. Oto my — rozmawiamy ze sobą jak dwoje belfrów, którzy się poróżnili o rzeczy marne i smutne. A przecież jesteśmy swobodni, zdrowi i moglibyśmy dać sobie wzajemnie chwile prawdziwego szczęścia...