— Och! Jak zwykle w takich razach. — Rzucił się jak zwierz, szalał, błagał, prosił. Płakał nawet, włóczył mi się u nóg...
Za ręce gorączkowo porwała ją panna.
— A czy całował?
Rena milczała.
Panna dalej nacierała:
— A jak? — Czy umie całować? Czy ma dobrą szkolę?
I znów milczenie.
Obie kobiety przeżywały w tej chwili całą serję dziwnych, wstrząsających dreszczów. Na ciele ich ożywały stygmata pocałunków Halskiego. Pierwsza otrząsnęła się Rena. — Na szept lubieżny Janki pytającej:
— A czy całuje w ucho? Podobno to najprzyjemniejsze w ucho!
Odparła ostro: