Odtrąciła jakiś marny zeszycik widoczków z Wenecji, plączący się samotnie na stole.
— Odchodzę!...
— Ja z tobą! — zawołała uświadomiona panna, wciągając pośpiesznie śliczny płaszcz z mieniącego się jedwabiu.
Weychertowa pożegnała je, leżąc ciągle na swej kombinacji meblowej.
— Może będziecie wieczorem w kawiarni na Zamku? Gra muzyka. Przyjdę.
— Czy z redaktorem?
— O nie! Dałam mu urlop — pojechał do Zakopanego.
Rena zaczęła śmiać się szyderczo.
— Jakżeś łaskawa.
— ?...