— Widzisz! Widzisz! Oglądają się za nami!

— Jesteś bardzo pięknie ubrana.

— O! Nie!... Ale to dlatego, że o mnie coraz gorzej mówią!

— I cieszy cię to?

— Szalenie! To dowodzi, że jestem coś warta. — Biada kobiecie, o której już nikt nic nie mówi.

— Zapewne. Niech mówią, ale coś dobrego!

— Och, moja droga! Co za komiczne przesądy, lepiej niech nad taką kobietą śpiewają requiescat in pace!...

Śmiała się, kręciła głową — fez jej przekrzywił się na bok. — Dostrzegła to w szybie — zatrzymała się, aby go poprawić. Rena zauważyła, iż rzeczywiście ludzie oglądają się za nią. — Podrażniona chciała ją pożegnać, lecz Janka chwyciła ją za rękę.

— O! Nic z tego!... Weźmy dorożkę — pojedziemy do „Splendidu”, tam na terasie będzie na mnie czekał Ottowicz. Pojedziemy na raki. Może i dla ciebie się kto znajdzie!

Rena chciała zaprotestować. Wymawiała się swoją niedbałą tualetą.