— Może Pan śmiało bywać u niej w dalszym ciągu.

Przyniesiono raki. — Wszyscy udawali, że są tem zachwyceni. — Właściwie jednak nikt nie lubił tej brzydkiej, niebezpiecznej i cuchnącej potrawy. — Rena wręcz odmówiła, zadawalniając się szklanką herbaty.

— Pani Rena dziś zdenerwowana! — zawyrokował Ottowicz.

— Bo powiedzcie coś, coby ją zajęło! — radziła panna.

— Nie, wystarczy, niech powiedzą to, co ich zajmuje.

— O! — przerwał Halski — to Pani nie zajmie. Naprzykład co do mnie. Erotyzm Pani nie zajmie, a to jest podstawa mego charakteru.

Rena ściągnęła brwi.

— Przepraszam — pan się myli. Bezwstydu nie można brać za charakter.

Panna uświadomiona chciała dać dowód pewnego sentymentu.

— Miłość... bezwstyd?