Rena zwróciła się ku niej prawie gwałtownie.

— Nie mówi się tu o miłości. Tu mówi się o erotyzmie i te dwa ornamenta życiowe nie mają ze sobą nic wspólnego.

Ottowicz, który zajmował się bardzo jedzeniem przyzwoitem raków, wybełkotał:

— Nie rozumiem.

— Tak — odparta Rena — naprzykład pan Halski, gdyby kochał, nie kochałby naprawdę, on byłby chory erotycznie, nic więcej.

Halski odsunął się od stołu i patrzył przez chwilę na Renę z pod ronda swego kapelusza.

— Mam Pani dać jedną radę! — zaczął.

— Proszę!

— Niech Pani nie wychodzi poza ramy dla pani nakreślone...

— To jest...