— Pewnej melancholijnej pruderji. Zgadza się ona z pani rysami i linią postaci. Najlepiej zatrzymać całokształt.

Rena uczuła się dotkniętą.

— Dziękuję, że się pan troszczy o mój całokształt! — odparła. — Co do mnie nie mogę się Panu odwdzięczyć podobną uwagą, gdyż jest mi to obojętne, w jakich się Pan przedstawia zarysach.

On roześmiał się swobodnie.

— Doskonale to pojmuję! — odparł. — Dla mnie również całokształt mężczyzn nie wiele ma interesu. — Widzi pani — w świecie erotycznym mężczyźni nabierają tylko wartości od kobiety, przy której się znajdują. Tak! Tak! Mężczyźni bowiem zaczynają się liczyć od takiego... Buonarottiego, Bayarda, Lorenzaccia, Aretina, Króla Słońca, Casanowy i t. d. — Tacy pokrywają blaskiem postacie swych kochanek. — Ale reszta!... Niech mi pani wierzy, ma tylko ten blask, jaki bije na nich od kobiety, którą kochają.

Rena rzuciła mu ironicznie:

— Stąd Pan szuka zdobywania kobiet o coraz wyższej wartości.

Halski ukłonił jej się.

— Tak, pani!

Lecz Rena zamiast czuć się rozbrojoną tym hołdem, jaki on jej właściwie składał — zapamiętała się jeszcze więcej w swem uniesieniu.