Szarpnęła się wzburzona.
— Kłamstwo!
On odparł z mocą:
— Nie! Nie kłamstwo! Patrzyłem na ciebie w półświetle. Gdybyś się widziała, jak bladłaś, jak ci się rozchylały usta... jak mi piękniałaś w rękach...
Zamieszanie jej doszło do szczytu.
— To... nieprawda! Ja... odtrąciłam Pana.
— Tak! Ale chwila była taka.
Zasłoniła twarz rękami.
— Kłamstwo! — powtórzyła znacznie słabiej.
I nastało pomiędzy nimi milczenie.