— Bezwarunkowo!
— To dziwne... Jakże się to dzieje, że Pan nie czuje wstrętu do tego rodzaju... kobiet?
— Ach! — zawołał — bo co jest pogardy godne w mężczyźnie — dowodzi w kobiecie sprytu i bujności siły życiowej.
— Jakto?
— Bardzo prosto! — odparł łagodnie. — Często rzecz wstrętna w mężczyźnie — jest zachwycająca w kobiecie. Będę jaśniejszym. Swoboda rozporządzania sobą jest zakazana kobiecie, dozwolona mężczyźnie. Jeżeli on to czyni, nie dokonywa odważnego dzieła — natomiast kobieta daje dowód siły i wspaniałości natury!
Z szumem przeleciała mimo nich dorożka, w której siedzieli Janka i Ottowicz. Rena ze zgrozą dostrzegła, iż buda dorożki była podniesiona. Nie wiedziała dlaczego, lecz przelękła się, aby Halski nie zrobił do tego aluzji. Lecz milczał dyskretnie.
Wyczerpana, jakaś zwalczona — lecz nieustępująca, zapytała cicho, jakby po wahaniu:
— Pan... dokąd?...
I zaraz szybko dodała:
— Przepraszam — za niedyskrecję.