— Bynajmniej! — odparł niedbale i wymienił nazwę kawiarni, którą nazwała przed kilku godzinami Weychertowa.

Nie mogła oprzeć się pokusie.

— Pan tam znajdzie towarzystwo?

— Tak, kogoś...

— Panią Weychertową...

— Prawdopodobnie...

Uczepiła się jakiegoś środka, który nie przynosił zaszczytu jej dyplomacji.

— I redaktora...

Sądziła, że to powstrzyma go od pójścia na spotkanie tej kobiety.

Lecz on zaczął śmiać się spokojnie.