Madame Weychert est doublement veuve aujourd’hui — odparł, niewiadomo dlaczego, po francusku.

— ?...

— Redaktor w Zakopanem, mąż w Kissingen.

— A!...

Wjechali już w miasto. Właśnie mijali ową restaurant-café. Na werandzie pełno było i gwarno. Światła kolorowe migotały. Liście kasztanów kładły na to wszystko palczaste, mistyczne, olbrzymie dłonie.

Rena z jakąś pasją trąciła dorożkarza parasolką w plecy.

Ten zatrzymał konie.

— Dlaczego pani zatrzymuje powóz?

— Dlatego, iżby pan wysiadł.

— Chcę odwieźć panią do domu.