Ilu tak bezsennym kobietom wydzwaniał on już godziny? Ile tak kobiet snuło się w przeźroczach swych nocnych batystów, modląc się o spokój?...
— Lub o zrozumienie stanu swego serca? — dodał jakiś głos z najtajniejszej jej głębi.
Lecz zaraz pod dreszczem, spadającym na nią jakby deszcz drobnych płomieni:
— Serca? Czy o serce tu chodzi?...
Przerażona zatrzymała się.
Zabrakło jej tchu.
Ona go nie kochała. Ona...
Dokończyć nie śmiała. Jakaś jasność przebijała się ku niej wśród mroków.
Chciała odeprzeć tę jasność, lękając się jej więcej, niż śmierci.
— Nie! Nie!... Tak nie jest...