Ujęła pióro — podpisała. Nie wiedziała co. Znów uczyniła to samo, co przed laty. Ciemna, oślepła, podpisywała jakiś akt — jakieś zeznanie.

— Dziękuję pani!

Wyniośle skinął jej głową.

I stał się fakt dziwny, niezrozumiany dla niej, niepojęty.

Pokornie ujęła żółtą, ciemną, bezkrwistą rękę.

I... pocałowała ją.

Poczem powoli — wyszła na ulicę.

XV

Koło redakcji — Rena zwolniła kroku. — Mimowoli przyszedł jej na myśl redaktor „od Weychertowej” — jak popularnie nazywano wielbiciela Maryli.

— Czy powrócił? Kiedy? — Czy może co się dzieje z jego kochanką...