Podsuwała narzędzia tortury, na brudną, zniszczoną pułeczkę. Lecz czyniła to z ironją — przeczuwając w Renie raczej erotomankę, niż grafomankę.
Rena machinalnie pod tym wzrokiem napisała:
— Czekam na Pana dziś, nad wieczorem.
I dodała.
— Pilna sprawa.
Włożyła kartkę w kopertę. — Ręka administratorki pochwyciła list.
— Oddam do własnych rąk.
Porozumiewawczo spojrzały na siebie.
Wielka konfraternia kobieca zamieniała masońskie znaki.
Rena wyszła.