Siadła do tramwaju.

Obojętnie zasunęła się w kącik. Nie spojrzała nawet w lustro.

Konduktor przesunął się koło niej, nie widziany, odbierając monetę.

Minęły te czasy, gdy zaśmiewała się, denerwując go dotknięciami palców na dłoni.

Wstręt wzbudzały nawet w niej wspomnienia tych „zabawek” erotycznych.

— Czy to możliwe, żebym się dopuszczała czegoś podobnego? Jakże nizką, nędzną, małą byłam wówczas w pragnieniach mych i technice mych czynów...

Przeszyła ją trwożna mysl, aby Halski nie dowiedział się nigdy, do jakiej podłoty doszła jej erotyczna faza...

— Zwłaszcza on...

Z całą godnością odebrała monetę, nie dając nic nawet konduktorowi na piwo.

Zdawało się jej, że w ten sposób zmazuje swe poprzednie postępki.