Mignęła jej przed oczyma żółta, gorąca zasłona.
— A więc? — pytał piękny jegomość.
Uśmiechnięta, leniwo podniosła się z sofy.
— Powraca pan z Zakopanego?
— Wczoraj.
— Chciałam się zapytać pana, jaki sezon. Może tam pojadę... na korespondencje waszych dzienników spuszczać się nie można. Wiadomo — fabrykujecie je na miejscu, przy biurku...
— O!... Tak źle nie jest. Co do Zakopanego, sezon nędzny. Ale jeśli pani przyjedzie... sezon będzie udany. A więc?
— Więc... nie wiem sama...
Przysiadł się do niej demonstracyjnie.
— Och! Niech się pani zdecyduje.