— Cóż panu po tem?

— Ja także jadę do Zakopanego.

— Więc i Weychertowa? — Nie mówiła mi nic.

— Pani Weychertowa zostaje jeszcze jakiś czas w mieście.

— A...

Zaczęło w niej drgać wszystko z całą namiętnością.

— Dlaczego? Dlaczego? Cóż to? Poróżniliście się?

— My? — jamais de la vie! Ale obowiązki...

— Pana?

— Naturalnie.