— A! Prawda!... Zapomniałam, że pan jest żonaty. Ale czy żona pana pragnie tak bardzo obecności pana w Zakopanem?
Spoważniał nagle i odparł:
— Sądzę, że tak.
Zaczęła śmiać się brzydko i ironicznie.
— Któż to panu wyperswadował — czy Weychertowa?...
Starał się przybrać minę subtelną.
— Może!
— A ja jestem tego pewna... Niezgłębiona jest przebiegłość kobiet.
Wyprostował się, jakby nagle kazano mu przysięgać na ewangelię.
— To nie przebiegłość kieruje panią Weychertową, ale jej wielka szlachetność duchowa...