Niedoścignioną...
Uśmiechnął się mimowoli — lecz w uśmiechu tym nie było dawnego szyderstwa i ironji.
Jakiś przymus!
*
Lecz równocześnie, mocą dawnego nałogu, powstały w jego podświadomości wahania się i słowa...
— Nie należy długo się modlić przed Beatryczą — bo zmieni się w Messalinę...
Zwłaszcza przekonał się, że w Renie tkwiła wrodzona, mała Messalinka...
„Więc niech — modli się kto inny i tę metamorfozę sprawi” — myślał, pełen jeszcze dziwnego wrażenia.
Lecz mimowoli do ołtarzyka Beatryczy — wracał całą swą istotą, spragnioną zestrojonej harmonji miłosnej ekstazy.
— Niech kto inny!... — powtarzał uparcie...