— Bój się Boga! Co za suma!
Zmieszał się.
— No... dla mnie bardzo dużo... Papa mój daje mi bardzo mało, a pensja w namiestnictwie, cóż to znaczy? Zresztą, ona tych pieniędzy nie brała dla siebie.
— O! Dla... Alfonsa.
— Wcale nie. Dla ślepej matki. Matka jej mieszka w Samarkandzie.
Nagle Rena śmiać się przestała.
— Jakiś ty głupi! — wyrzekła z pewnem uwielbieniem. — Byle dziewka...
— O! Ona była wdowa i baronowa. Nazywała się na afiszu Smirnoff, a właściwie Van Depp. Mąż jej strzelił sobie w łeb na trzeci dzień po ślubie. Miała przy sobie rewolwer, którym się zastrzelił.
— Ależ to był arsenał wędrujący ta dama!
— Darowała mi ten rewolwer — zawsze go mam przy sobie...